Jak daleko i jak głęboko leży granica…

Dzień I

21 godzin ciągłej podróży… między Elblągiem, a włoską Solagną,  1650 przejechanych kilometrów i dwu godzinna drzemka po przyjeździe. Niezwykle malownicze miejsce nad samą rzeką w domu z białego kamienia, otwartym tarasem i drewnianymi okiennicami – wypas. Przywitała nas temperatura 19⁰ C, odzwierciedlało to stan naszego ducha i energię do rozpoczęcia przygody. Pierwsze i jedyne nurkowanie tego dnia w jaskini Elefante Bianco… było, nieco inne niż moje wyobrażenia. Długa i ciężka podróż z butlami i całym sprzętem po śliskich skałach pokrytych liśćmi, pozwolił zrozumieć skąd podpowiedz Roberta, żeby zabrać buty do chodzenia po górach. Na dole kamienie pokryte mchem i otwór zalany wodą z dość dużą strefą otwartą . Widoczność pod wodą, nie powalała, ale nie utrudniała nurkowania i nie przeszkodziła w zwiedzaniu jaskini, przeszkadzał bardziej Robert, który wymyślał coraz to nowe ćwiczenia rozgrzewkowe i wyzwania jaskiniowe. Finał tego był taki: 30 metrów, 30 minut, 30 barów i dłuuuuga droga do doskonałości J…

Dzień II

Nie przestaje mnie zadziwiać ten kraj i klimat tego regjonu… Dzień drugi zaczął się wcześnie rano porannym bieganiem. Wiatr mimo głębokiej jesieni był niewiarygodnie świeży i ciepły. Sprawiał, w połączeniu ze wschodem słońca, że można było wąskimi uliczkami Solagny biec w nieskończoność. Niestety plan dni napięty do granic możliwości zakładał wczesno-poranne zadania i  podróż o oddalanej o kilka kilometrów jaskini Elefante Bianco. Pyszne śniadanie, pakowanie sprzętu, omówienie nurkowania i targanie sprzętu góra dół. Obszerna jaskinia z wieloma zakamarkami i nieregularnie porozrzucanymi ogromnymi głazami nieprawdopodobnie wyślizganymi, utrudniającymi poręczowanie dała nam nieźle w kość. Tego dnia zrobiliśmy na tej lokacji w sumie 3 nurkowania: dwie 30-ki i 24 metry o łącznym czasie: 225 minut!!! Wróciliśmy już po ciemku, żeby naładować butle na jutro, omówić ten dzień i zaplanować kolejny. Wczorajszy dzień wyeliminował z naszej ekipy Mirka, który po powrocie z okolicznego szpitala potwierdził przypuszczenia o uszkodzeniu błony bębenkowej. Odpoczywał i wracał do zdrowia, a dzięki temu mieliśmy zawsze gotowe, pyszne i ciepłe jedzenie po nurkowaniach – bezcenne! Długo jeszcze rozmawialiśmy, tego wieczora, zastanawiając się nad tym co jutro można by było zrobić lepiej, nie wiedząc jeszcze jak ciężkie i pouczające czeka nas zadanie.

Dzień III

Nie pamiętam takiego dnia kiedy po wynurzeniu partner nurkowy zapytał mnie” czy wszytko ok.?”, a ja po chwili odpowiedziałem, że nie bardzo…  ciągle nie mogąc uwierzyć jaki błąd popełniłem pod wodą i jak  jaskinia  nie  potrafi wybaczać takich zachowań. Miejsce nie pozostawia wątpliwości, że nie da się go opisać słowami… ogromna wysoka na kilkadziesiąt pięter pionowa biało-szaro-czarna skała z której wypływa krystalicznie czysta woda silnym strumieniem wygładzając obmywające skały. Jednak, żeby dostać się do wypływających źródeł trzeba najpierw pokonać drogę krzyżową (dosłownie) . Przetransportować się aluminiową łodzią na półkę skalną, a z  niej przenieść cały sprzęt kilkadziesiąt metrów zgięty w pół nad chropowatym sklepieniem jaskini. Po dojściu brodząc w silnym prądzie zanurzasz się w coś co ciężko opisać. Wąski tunel opadający spokojnie na 50m i głębiej zbudowany w całości z wyślizganego białego kamienia z prądem tak silnym, że bez pomocy rąk właściwie nie do pokonania, tak jakby jaskinia chciała wyraźnie powiedzieć, że raczej jesteśmy tu niezbyt mile widziani. Zszargane silnym prądem stałe oporęczowanie pozrywane, a awaria jednego z automatów mojego partnera zapłaciłem bardzo bolącą nauczką. Brak powietrza i widok jego maski zalanej do połowy z moim zaplątanym wężem i naszymi nerwowymi ruchami starającymi się w prądzie utrzymać równowagę i trzymać linę, którą bezlitosny prąd skutecznie wyrywał, doprowadził do myśli właściwie: „ poco tu wleźliśmy i czy te widoki naprawdę to rekompensują. Odpowiedziałem sobie na to pytanie na następnym nurkowaniu, kilkadziesiąt metrów dalej na tej samej ścianie OlieroCogol di Veci. Jednak, żeby móc oglądać piękne struktury skalne jaskini, trzeba było najpierw przypłacić to morderczym kilkuset metrowym przejściem, brodząc pod prąd mas wody wypluwanych bezustannie z jaskini. Śliskie kamienie, ciężki sprzęt, wytrącający z równowagi prąd zabierał resztki sił i godności, kiedy upadało się co chwila na kolana jak niespełna roczny niemowlak. Po dotarciu do głębokości umożliwiającej zanurzenie i przymocowaniu liny kołowrotka, naszym oczom ukazało się wnętrze „czegoś” co zapierało dech w piersi, a latarka nie nadążała podświetlać kolejne ciekawe jej zakamarki. Powrót wypluci przez jaskinię był nie mniej ekscytujący, kiedy w  wodzie rzeki spływaliśmy uciekając przed napotkanymi głazami – coś niewiarygodnego! Musze kiedyś tam jeszcze wrócić, takie były moje myśli po wynurzeniu, choć jeszcze kilka godzin wcześniej zastanawiałem się poco ja to robię. To chyba jeden z fenomenów jaskiń, że są takie nieprzewidywalne, bo nigdy nie wiesz co cię spotka za zakrętem.

Dzień IV

Dzień czwarty zaczął się mocnym wejściem, a właściwie zejściem Roberta na 120m w jaskini Elefante Bianco. Dzień wcześniej ktoś pozdejmował poręczówki co  bardzo nas zdziwiło, a Robertowi nieco zmieniło plany. Wszystko poszło bez problemu i dało dla niego 150 minutowy pobyt w wodzie, dla nas szanse na ewentualną gotowość w sytuacji awaryjnej i masa czasu na podwodne zdjęcia i filmy. Jednak jak to zwykle na tym wyjeździe, nie było czasu po wszystkim na chwilę rozmowy o nurkowaniu i gratulacje J, skończyło się na szybkiej herbacie i dźwiganiu masy butli z powrotem do samochodu, żeby przed zmrokiem zanurkować jeszcze w jaskini Fontanazzi. Kiedy ładowały się butle,  ja zerkam na liczne w niej zwężenia i restrykcje wyszczególnione na planach i z każdą minutą uświadamiam sobie, że uczenie się tego na pamięć i tak nic nie da. Dawno się już tak nie czułem i nie miałem w sobie takiego poziomu emocji.  Niezapomniane nurkowanie – ja się po wynurzeniu okazało, a uczucie kiedy zobaczyłem światło przy wyjściu z jaskini… bezcenne. Zrozumiałem też po tym nurkowaniu, że jest coś gorszego od ciasnych podwodnych  restrykcji, te same restrykcje w pionie. Piękna jaskinia z krystaliczną wodą i niezapomnianymi emocjami.

Wyjazd się kończy… ale nie kończy się szukanie granic i pielęgnowanie silnych emocji.