Na te wakacje czekaliśmy bardzo długo, odliczając dni do wyjazdu. Cel wyprawy – Czarnogóra  i  nurkowanie  w Morzu Adriatyckim. 2300 km, 23 osoby  i ponad 20 godziny w podróży, która minęła nam jak mrugnięcie okiem. Nie traciliśmy czasu na postoje czy nocleg pragnąc jak najszybciej znaleźć się na miejscu. Jednak gdy dojechaliśmy do Chorwacji, a naszym oczom ukazał się długo wyczekiwany lazur Adriatyku nie mogliśmy się powstrzymać by zjechać choć na chwile z autostrady i zanurzyć w przyjemnie chłodnej wodzie. Pływaliśmy ciesząc się jak dzieci. Korzystając z przerwy w podróży zjedliśmy obiad w miejscowej restauracji,  bo bułki i kanapki już nam się przejadły. To co nam zaserwowano przeszło nasze najśmielsze oczekiwania; stół uginał się od jedzenia, a sałatka warzywna z cudownie słodkimi pomidorami zniknęła jako pierwsza. Za obiad, którego nikt nie miał siły dokończyć, zapłaciliśmy może  po 8 euro, a na drogę dostaliśmy jeszcze  w prezencie domowej roboty Rakiję, którą degustowaliśmy (czytaj  dziewczyny :))  w dalszej drodze.  Na dłuższy postój wybraliśmy  Dubrownik – nie mogliśmy nie zatrzymać się w tym pięknym mieście! Spacerowaliśmy zwiedzając starówkę, ciesząc się gorącym klimatem i odpoczywając po trudach podróży. Zrezygnowaliśmy jednak z zaplanowanego tu noclegu, chcieliśmy bowiem jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Do Petrovac dojechaliśmy późnym wieczorem, już baaaaaardzo zmęczeni, ale rozśpiewani i roześmiani. Przywitał nas Dusan – właściciel bazy. Szybkie rozpakowanie, wywiezienie współpodróżników na kemping, który miał spełniać warunki europejskie (relacja z pobytu na kempingu zwanego przez nas pieszczotliwie BANGLADESZEM już wkrótce;)), wojna o prysznic i w końcu noc w łóżku! 🙂 Dzień pierwszy – minął nam na sprawach organizacyjnych, poznawaniu okolicy , leczeniu małego bólu głowy (rakija:)) i przede wszystkim czekaniu na resztę ekipy dojeżdżającą z różnych krańców Polski. Baza nurkowa zachwyciła nas od pierwszego wejrzenia – położona w pięknej okolicy, na głównym deptaku, w sąsiedztwie kawiarni Cuba – ulubionego miejsca nienurkującej części ekipy 🙂 Właściciel bazy, Dusan – bardzo spokojny i wręcz surowy człowiek, zyskiwał przy bliższym poznaniu. Okazał się mistrzem w swoim fachu, świetnie nurkując mimo braku nogi!!! i organizując całość. Z pierwszym nurkowaniem nie czekaliśmy zbyt długo, zdziwiła nas jednak temperatura wody –  było ZIMNO 🙂 –  Adriatyk to jednak nie morze Czerwone 🙂 Ku naszej radości masa życia i wszechogarniający błękit rekompensowały wszelkie niedogodności.  Dzień drugi – zabawę czas zacząć :). Pobudka o  7 rano była dość dużym zaskoczeniem dla osób, które były na wyjeździe z nami pierwszy raz 🙂 Śniadanko, pianka, maska, płetwy w rękę i na plażę. Ten nur był bardzo spokojny, pozwalający na adaptację całej grupy i ocenę poziomu nurkowego  poszczególnych osób. 40 min pod wodą i zdanie, które zapisał w  logbook’u jeden z uczestników „Masakra, nie ogarniam tego błękitu”, mówi wszystko 🙂 A później cudowny nur w jaskini dostępnej dla każdego – masa życia, rafa i ta czerń! Magia!!! Dni kolejne – czyli masa wrażeń! Trudno spamiętać co działo się każdego dnia. Nurkowania, po których z emocji kręciło się w głowie, zwiedzanie cudownych zakątków Czarnogóry, zabawy, imprezy do białego rana, wspólne biesiadowanie, konkurs na najlepsze naleśniki, i znów nurkowania… z łodzi, z brzegu, wraki przez duże W, jaskinie, rafy i … intra :)! Mamy nadzieję że Natalia, Ola, Ania, Ula i Jarek  „Jaś” wspominają z uśmiechem swoje pierwsze podwodne kroki :). Za czym jeszcze będziemy tęsknić myśląc o Montenegro? Słońce! Ludzie! Jedzenie!!! Owoce na wyciągnięcie ręki! Winogrona, granaty zrywane wprost z krzaka, figi 🙂 jako przekąska do słynnej Rakii 🙂 i niesamowicie słodkie pomidory. A nade wszystko główny posiłek między nurkowaniami – ogromne hamburgery, robione i grillowane na naszych oczach. Opychaliśmy się nimi każdego dnia popijając sokiem ze świeżo wyciskanych owoców. Te 7  dni minęło zdecydowanie za szybko. Nie zdążyliśmy rozpakować walizek gdy już trzeba było na nowo je pakować . Ciężko  było nam żegnać się z Czarnogórą – nie jednemu zakręciła się łezka w oku. Z pewnością jednak wrócimy tam niebawem! Zachęcamy również, do zerknięcia na niesamowicie kolorową, podwodną (i nie tylko 😉 galerię z Czarnogóry, przygotowaną przez Maćka –  zapalonego fotografa podwodnego, jednego z uczestników naszej wyprawy.

 TUTAJ–>